Przedstawiam kolejne owoce sesji jesiennej, autorstwa Kamili Gołębiewskiej, kapelusik z jedwabiem i szary szal, który kiedyś uwiłam na warsztatach, ale nie zdążyłam sfotografować, bo powędrował prosto do mamy...
Pamiętam jak kiedy jako mała dziewczynka wpatrywałam się w moją mamę myjącą włosy, to były te chwile, kiedy kształtował się prawdopodobnie we mnie po raz pierwszy kanon kobiecego piękna. Pamiętam wodę spływającą po lśniącej powierzchni niczym wodospad.
Moja mama, była dla mnie zawsze najpiękniejsza kobietą świata.
Pamiętam kiedy wpatrywałam się w nią gdy się malowała, czesała.... zawsze zadbana, ale zawsze naturalna, bez farby na włosach, solarium...
jako dorastająca zbuntowana panienka, miałam mnóstwo żalów do niej, pretensji...
Teraz z dnia na dzień, nie potrafię sobie już ich przypomnieć, za to w Tych oczach widzę jakieś nieograniczone pokłady ciepła, miłości i dużo więcej, dużo więcej niż jestem w stanie wyrazić i opisać...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czapki. Pokaż wszystkie posty
Kolorowe Jarmarki, blaszane zegarki... czyli wakacje za pasem
Od pleneru filcowego w Wieprznicy minęły całe wieki. Mała Wandzia, przebywająca jeszcze niedawno pod sercem Ali, buszuje już na świecie.
Pytacie mnie, o kolejne spotkanie filcowe, co mnie cieszy nie ukrywam.
No więc, w pierwszej kolejności, muszę się przygotować do warsztatów filcowania w Ostaszewie, na które zostałam zaproszona przez Magdalenkę, która to napisała projekt i dostała środki, na swoje przedsięwzięcie z zakresu rękodzieła.
Wrzesień będzie niezwykle pracowity, bo dzieciaki trzeba wyszykować do szkół, pozapisywać na zajęcia itp. Jakieś filcowe spotkanie, jest również przewidziane właśnie dla dzieci ze szkoły.
Potem październik, to właśnie warsztaty w Ostaszewie, no więc spotkanie dla „Filcowego Namiotu” przewiduję na listopad lub początek Grudnia. Myślę, że tematyka będzie już świąteczna. Szczegóły oczywiście pojawią się niebawem, myślę, że do końca września na pewno.
Zapisały się już Becia i Andzia, (ale zapraszam również całkiem nowe panie, te które jeszcze np. nigdy nie filcowały, to nie jest hermetyczny namiot;). Choć myślę, i mam nadzieję, że te spotkania zawsze będą miały charakter kameralnych spotkań w Jurcie, przy żywym ogniu i domowej kuchni.
No właśnie, miałam ambicję, odwiedzić Jurty w Kruszynianach, ale na razie konie huculskie całkowicie zaprzątnęły nam głowy. Jeśli nasza podróż 14go września do Kamienia Pomorskiego zakończy się podpisaniem umowy, to podczas filcowych spotkań, za oknem będą biegały konie. To takie milusińskie, koniopsy, albo kury, bo pierwszy raz widzę konie, które chodzą po podwórku jak kury właśnie i wkładają łeb do kuchni przez okno.


Nasze wieloletnie marzenia, zaczynają nabierać realnych kształtów. Projekt „Kukówka” rozrasta się z dnia na dzień. Poznajemy bardzo ciekawych ludzi, odwiedzając jarmarki i festyny regionalne, wreszcie budujemy chatę.
Kiedy na naszej ziemi, (na której od 7 lat gotujemy na ogniu, myjemy się przywiezioną wodą z fasa a jedyne światło to latarki i lampy naftowe), nagle trysnęła woda doprowadzona z wodociągu… ech, po prostu czułam się jakby to co najmniej była ropa naftowa.
Być może, już w przyszłym roku, Filcowanie na Kaszubach odbędzie się nie w Wieprznicy, a w Kukówce właśnie, w naszym własnym małym centrum rękodzieła, slow food i edukacji przyrodniczej…
W ten weekend odwiedziliśmy „Festiwal Smaku w Grucznie”, najbardziej interesowały mnie stoiska z serami owczymi. Kupiłam sobie ser owczy blue, pycha! Oto strona gospodarzy można zamówić do domu.
Miło wspominam także rozmowę z panem Adamem, który zdradzał nam nieco tajników wędzenia ryb, a szczególnie łososia… niezapomniany smak! Siedzieliśmy sobie w cieniu, na wzgórzu, obok wędzarni, z której od czasu do czasu dochodził cudowny zapach.
Swoją drogą Gruczno, to przeurocza miejscowość, tak niedaleko Gdańska a nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Mam zamiar wybrać się tam rowerem, czas jakby staną tam w miejscu.
No były też stoiska z filcem… ale nie zachwyciły mnie. Może w przyszłym roku, któraś z was się tam wybierze i pokaże klasę.
Na Jarmarku Dominikańskim za to spotkałam kilka stoisk filcowych. Zdecydowanie co roku ich przybywa. Poziom był bardzo różny, od początkujących i okazyjnych filcarek, do tych już bardziej doświadczonych i wprawionych.
Ja wzdychałam do trzech stoisk.
Podobały mi się kapelusze z Długiej, takie wcale nie cienkie, tylko takie cudne, przaśne. Oto link. Oczywiście nie omieszkałam odwiedzić Kasi Jeruszki na Długim Pobrzeżu, w końcu mogłam zobaczyć ją na żywo umówiłam się nawet wstępnie na filcowanie. Oglądam jej prace od dłuższego czasu na blogu, ale zobaczyć i pomacać, to przecież co innego, no nie? Można się przekonać, że to nie tylko dobre zdjęcia, ale wyroby rzeczywiście ślicznie wykończone i starannie ufilcowane. Poza tym, bardzo przyjemna osobowość artystki, skromna i uśmiechnięta.
Gdyby ktoś jeszcze nie znał tych prac, podaje link.
No i “last, but not the least” pani którą znalazłam na mojej ulubionej Grobli, tam gdzie większość handlarzy rękodziełem. Piękne prace, czapki i ubrania na jedwabiu. Nie zrobiłam zdjęcia, a co gorsze, zgubiłam wizytówkę, po którą specjalnie wracałam następnego dnia, bo wyszły.
Może ktoś tą panią kojarzy i mi pomoże? Ta pani stała ze swoim stoiskiem również w poprzednich latach, była pierwszą lub jedną z pierwszych z takim stoiskiem, a stoisko naprawdę spore.
W między czasie, wybraliśmy się także do wspaniałego skansenu we Wdzydzach Kiszewskich.
Tam zaczerpnęliśmy inspiracji co do naszej chaty, ale i spotkałam stoisko ceramiczno-filcowe.
Żałuję teraz, że nie robiłam zdjęć. Muszę przyznać, że po prostu zrobiłam sobie wakacje pełną gębą.
Przed nami jeszcze, również moim zdaniem wspaniała impreza, czyli festyn w Biskupinie.
W tym roku jednak, mam nadzieję być w tym czasie w Hiszpanii:)
No dobrze, pora brać się do pracy, choć tryb wciąż wakacyjny, to wczorajsza kąpiel i coraz chłodniejsza woda w jeziorze daje znać, że trzeba powoli szykować się na nadejście jesieni. Jarzębina już czerwona a kasztany dojrzewają… ech, trzeba będzie zapiąć płaszcz…
"...Kapelusze takie duże..."
Zgłębiając temat kapeluszy, zainspirowana wiosną i ulubioną bajką dzieci, przedstawiam filcowy kapelusz model "Piotruś Pan".
Kolorystyka wiosenna, jako kontynuacja w komplecie do szala.
Jest bardzo mięciutki, w całości z wełny merynos południowo-amerykański. Na krawędziach koronka, wfilcowana między warstwy. Drobne wzorki zrobiłam z żółtego jedwabiu.
Wełnę rozkładałam dość niedbale, co dostrzeże wprawne oko zaawansowanych w temacie filcowania, ale dobrze świadczy to o samej wełnie, bo kapelusik nie ma żadnych prześwitów i jestem z niego bardzo zadowolona.
Tak marzyłam i marzyłam o rozwinięciu skrzydeł swojego filcowego hobby, narzekając na brak czasu. Postanowiłam jednak zamienić marzenia na działanie.
Przy wsparciu (bezcennym) mojej rodzinki, ja, zasiedziała już kura domowa, wybieram się na szkolenie do mojej filcowej mistrzyni Agnieszki Jackowiak, do Poznania. To jako wstęp, a potem w planach jeszcze inne przedsięwzięcia, ale o tym później.
Trzymajcie kciuki.
Niebawem zamieszczę również informacje o planowanym na Kaszubach fiilcowym plenerze, o którym wiedzą już "klubowiczki" ze złotą kartą;)
Mylę, że ostatnie wydarzenia, skłaniają nas wszystkich do przemyśleń, szczególnie nad tym, jak krótką chwilą jest życie...
Moi mali-wielcy posłańcy, nieustannie przypominają mi o tym, że wszystko w nim ma swój nieodwracalny rytm, że Bóg daje nam na przemian deszcz i słońce, łzy i radość, śmierć i odrodzenie...
"...Kapelusze takie duże..."
Zgłębiając temat kapeluszy, zainspirowana wiosną i ulubioną bajką dzieci, przedstawiam filcowy kapelusz model "Piotruś Pan".
Kolorystyka wiosenna, jako kontynuacja w komplecie do szala.
Jest bardzo mięciutki, w całości z wełny merynos południowo-amerykański. Na krawędziach koronka, wfilcowana między warstwy. Drobne wzorki zrobiłam z żółtego jedwabiu.
Wełnę rozkładałam dość niedbale, co dostrzeże wprawne oko zaawansowanych w temacie filcowania, ale dobrze świadczy to o samej wełnie, bo kapelusik nie ma żadnych prześwitów i jestem z niego bardzo zadowolona.
Tak marzyłam i marzyłam o rozwinięciu skrzydeł swojego filcowego hobby, narzekając na brak czasu. Postanowiłam jednak zamienić marzenia na działanie.
Przy wsparciu (bezcennym) mojej rodzinki, ja, zasiedziała już kura domowa, wybieram się na szkolenie do mojej filcowej mistrzyni Agnieszki Jackowiak, do Poznania. To jako wstęp, a potem w planach jeszcze inne przedsięwzięcia, ale o tym później.
Trzymajcie kciuki.
Niebawem zamieszczę również informacje o planowanym na Kaszubach fiilcowym plenerze, o którym wiedzą już "klubowiczki" ze złotą kartą;)
Mylę, że ostatnie wydarzenia, skłaniają nas wszystkich do przemyśleń, szczególnie nad tym, jak krótką chwilą jest życie...
Moi mali-wielcy posłańcy, nieustannie przypominają mi o tym, że wszystko w nim ma swój nieodwracalny rytm, że Bóg daje nam na przemian deszcz i słońce, łzy i radość, śmierć i odrodzenie...
Idzie luty, filcuj buty!
Zbieram się z wystawieniem kalendarium spotkań na Luty, zgodnie z sugestiami zapowiadam rękawiczki, kapcie i może nawet kapelusik jaki, bo zdaje się, że jeszcze się przydadzą. Uwielbiam taką zimę, kocham śnieg, ale muszę przyznać, że dostaliśmy w kość. Wczoraj zepsuł się nam kocioł i po dogrzaniu się gazem osiągnęliśmy 12 stopni, bo rano było 8:)
Wełenka okazała się niezawodna w tym przypadku, mam jeszcze spory worek z owieczek z Kukówki, którą to wełenką wypchałam szpary w oknie łazienkowym, a właściwie otuliłam całe okno gdzie hulał wiatr.
Wieczorem Rafałowi udało się napalić w naszym piecu kaflowym, co przypomniało nam o czasach gdy nie mieliśmy kaloryferów… też było -18 na dworze. Nigdy bym nie przypuszczała, że moje rękawiczki przydadzą się tak bardzo, szczególnie, że są bez palczaste. Mogłam w nich swobodnie wykonywać domowe zajęcia. Teraz przyszło mi do głowy, że mogą się również sprawdzać, w zimnym biurze, dla „sekretarki-artystki”;)

Popełniłam także kolejna czapę i myślę, że powoli witam się z gąską:) Ten model w sensie artystycznym może jest mniej ciekawy niz poprzedni, ale jeśli chodzi o technikę, jestem z siebie nawet prawie zadowolona. Tym bardziej, że czapa jest z polskiej wełny!


Jak zwykle po lewej stronie w zakładkach znajdziecie tematy spotkań, pierwsza osoba zapisana na dane spotkanie, zaproponuje termin a reszta, będzie się już musiała dostosować.
Na 29 planowane są co prawda głównie kolczyki, ale możemy to połączyć ogólnie z metoda na sucho jeśli zbierze się cała grupa, są jeszcze miejsca.
Wełenka okazała się niezawodna w tym przypadku, mam jeszcze spory worek z owieczek z Kukówki, którą to wełenką wypchałam szpary w oknie łazienkowym, a właściwie otuliłam całe okno gdzie hulał wiatr.
Wieczorem Rafałowi udało się napalić w naszym piecu kaflowym, co przypomniało nam o czasach gdy nie mieliśmy kaloryferów… też było -18 na dworze. Nigdy bym nie przypuszczała, że moje rękawiczki przydadzą się tak bardzo, szczególnie, że są bez palczaste. Mogłam w nich swobodnie wykonywać domowe zajęcia. Teraz przyszło mi do głowy, że mogą się również sprawdzać, w zimnym biurze, dla „sekretarki-artystki”;)
Popełniłam także kolejna czapę i myślę, że powoli witam się z gąską:) Ten model w sensie artystycznym może jest mniej ciekawy niz poprzedni, ale jeśli chodzi o technikę, jestem z siebie nawet prawie zadowolona. Tym bardziej, że czapa jest z polskiej wełny!
Jak zwykle po lewej stronie w zakładkach znajdziecie tematy spotkań, pierwsza osoba zapisana na dane spotkanie, zaproponuje termin a reszta, będzie się już musiała dostosować.
Na 29 planowane są co prawda głównie kolczyki, ale możemy to połączyć ogólnie z metoda na sucho jeśli zbierze się cała grupa, są jeszcze miejsca.
Sezon filcowy 2010 uważam za otwarty!
Nadeszła chyba wreszcie zima. Śnieżek już zaległ tu i ówdzie ku wielkiej radości dzieci, wygląda troszkę, jakby ktoś rozrzucił moja wełnę po podwórku.
No tak, dzieci się cieszą a grypy szaleją.
Spotkanie planowane na 17 grudnia nie odbyło się, ponieważ moje dzieci natychmiast wykorzystały okazję do chorowania. Od tego czasu zaliczyliśmy już kilka gryp, teraz jest ich dużo do wyboru: świńska, ptasia, kozia, owcza… czekam jedynie na oślą.
Niby czas był gorący, ale to nie powstrzymało mnie przed tym, by każdą wolna chwilę wykorzystać na filcowe szaleństwo.

Zapraszam więc na wspólne spotkanie, na kawę i ciasto w zimowym przytulnym klimacie.
Chętnie przekażę własne doświadczenia i odkrycia jakie poczyniłam. Postaram się pokazać jak najjaśniej to czego sama się nauczyłam metodą prób i błędów.
Będą kwiaty, filczyki- czyli filcowe kolczyki, filcowe zwierzaki, na co będziecie miały apetyt. Odkrywam też zabawę w samodzielne, domowe farbowanie surowej wełny-to dopiero jest frajda.
Niniejszym otwieram następny sezon filcowej zabawy i zapraszam do wpisywania się na poszczególne spotkania w formie komentarza do postu.
Przypominam, że dla klubowiczek, mam rabat. Jeśli ktoś jest zainteresowany, proszę o mail w tej sprawie.
Pierwsze 3 osoby wpisane na jakiekolwiek zajęcia dostaną w prezencie kolorowy motek domowo zafarbowanej wełny.
Doskonale nadaje się do filcowania na sucho, bo to wełna o dość wysokiej ilości mikronów (choć ich nie mierzyłam bo jeszcze nie wiem jak to się robi). Na mokro da się co nieco zrobić, ale nie jest to najlepsza wełna do tej metody. Nadaje się znakomicie do kuleczek na sucho.
No tak, dzieci się cieszą a grypy szaleją.
Spotkanie planowane na 17 grudnia nie odbyło się, ponieważ moje dzieci natychmiast wykorzystały okazję do chorowania. Od tego czasu zaliczyliśmy już kilka gryp, teraz jest ich dużo do wyboru: świńska, ptasia, kozia, owcza… czekam jedynie na oślą.
Niby czas był gorący, ale to nie powstrzymało mnie przed tym, by każdą wolna chwilę wykorzystać na filcowe szaleństwo.
Zapraszam więc na wspólne spotkanie, na kawę i ciasto w zimowym przytulnym klimacie.
Chętnie przekażę własne doświadczenia i odkrycia jakie poczyniłam. Postaram się pokazać jak najjaśniej to czego sama się nauczyłam metodą prób i błędów.
Będą kwiaty, filczyki- czyli filcowe kolczyki, filcowe zwierzaki, na co będziecie miały apetyt. Odkrywam też zabawę w samodzielne, domowe farbowanie surowej wełny-to dopiero jest frajda.
Niniejszym otwieram następny sezon filcowej zabawy i zapraszam do wpisywania się na poszczególne spotkania w formie komentarza do postu.
Przypominam, że dla klubowiczek, mam rabat. Jeśli ktoś jest zainteresowany, proszę o mail w tej sprawie.
Pierwsze 3 osoby wpisane na jakiekolwiek zajęcia dostaną w prezencie kolorowy motek domowo zafarbowanej wełny.
Doskonale nadaje się do filcowania na sucho, bo to wełna o dość wysokiej ilości mikronów (choć ich nie mierzyłam bo jeszcze nie wiem jak to się robi). Na mokro da się co nieco zrobić, ale nie jest to najlepsza wełna do tej metody. Nadaje się znakomicie do kuleczek na sucho.
Czapa
Subskrybuj:
Posty (Atom)




